Dwadzieścia lat temu w Białowieży doszło do wydarzenia, które do dziś wywołuje uśmiech wśród absolwentów i nauczycieli naszej szkoły. Do dyrekcji zgłosiła się firma promująca profesjonalne produkty fryzjerskie, w tym znaną w branży markę Matrix. Zaproponowano współpracę przy organizacji dużego szkolenia dla fryzjerów. Potrzebne były modelki. I tu zaczęło się zderzenie dwóch światów.
Modelkami miały zostać nasze uczennice – młode adeptki sztuki leśnej, przyszłe leśniczki. Na co dzień uczyły się o siedliskach, drzewostanach i planach urządzenia lasu, a ich strojem codziennym był mundur leśnika. Tym razem jednak miały znaleźć się w centrum fryzjerskiej sceny, w świetle reflektorów i pod czujnym okiem setki stylistów.
Dyrekcja zgodziła się na propozycję pod dwoma warunkami: podczas szkolenia obecny będzie nauczyciel-opiekun oraz żadna z uczestniczek nie wróci z „krzyczącym” kolorem włosów, który kłóciłby się z regulaminem szkoły i powagą leśnego munduru. Firma przystała na oba warunki. Opiekunem zostałem ja – z lekką ciekawością, jak pachnie świat, w którym zamiast żywicy unosi się zapach lakieru do włosów.
W wydarzeniu wzięło udział około dziesięciu dziewcząt. Aby dodać im otuchy, towarzyszyło im trzech kolegów – przyszłych leśników, którzy z nieukrywaną fascynacją obserwowali ten spektakl nożyczek, suszarek i pędzli do koloryzacji.
Pod okiem mistrzyń i mistrzów stylizacji włosów uczennice były czesane, modelowane, farbowane i utrwalane profesjonalnymi kosmetykami. Dla wielu z nich była to pierwsza w życiu tak kompleksowa metamorfoza. W szkoleniu uczestniczyło około stu fryzjerek i fryzjerów, którzy z ogromnym zaangażowaniem prezentowali nowe techniki i produkty. Nasze uczennice – przyzwyczajone raczej do pracy w terenie niż do bycia w centrum uwagi – dzielnie znosiły rolę modelek, a z każdą kolejną minutą coraz śmielej spoglądały w lustro.
Największym zaskoczeniem dla szkoleniowców było to, że wszystkie dziewczęta miały włosy „naturalne”. W języku fryzjerskim oznacza to włosy niefarbowane, niepoddawane wcześniej zabiegom chemicznym, bez trwałej ondulacji czy intensywnej stylizacji. Innymi słowy – dziewiczy materiał do pracy. Dla stylistów była to sytuacja niemal idealna: naturalny kolor i struktura włosa pozwalały w pełni zaprezentować możliwości koloryzacji. Dla nas było to coś oczywistego – w końcu w lesie najlepiej sprawdza się to, co naturalne.
Całość odbyła się w niezwykłym miejscu – w hotelu Dwór Soplicowo w Białowieży, stylizowanym na szlachecki dwór kompleksie położonym na skraju miejscowości. Przez lata gościł konferencje, szkolenia i wydarzenia branżowe. Kilka lat później niemal doszczętnie spłonął w pożarze z 30 kwietnia 2010 roku. Dziś hotel już nie istnieje, a wspomnienie tamtego dnia nabrało dodatkowego, sentymentalnego znaczenia – jak fotografia z miejsca, którego nie ma.
Dla uczestniczek był to dzień pełen emocji, śmiechu i pozytywnego zaskoczenia. Zobaczyły od kulis świat zupełnie innej profesji, przekonały się, ile precyzji i wiedzy kryje się za pozornie prostym strzyżeniem czy koloryzacją. A przy okazji odkryły, że nawet przyszła leśniczka może wyglądać elegancko – i że mundur wcale nie wyklucza kobiecej subtelności.
Z perspektywy czasu było to piękne spotkanie dwóch światów: świata lasu i świata salonu fryzjerskiego. Świata, w którym pracuje się z drewnem, i świata, w którym pracuje się z włosem. Okazało się, że choć różnią się narzędzia, łączy je jedno – precyzja, cierpliwość i szacunek do materiału, z którym się pracuje.
Uczennice wróciły do szkoły nie tylko z nowymi fryzurami, ale z doświadczeniem, które pokazało im, że warto być otwartym na nieoczywiste propozycje. Bo czasem to właśnie na styku różnych światów rodzą się najciekawsze wspomnienia.
Po 20 latach – Bartosz Nowosadko

